Posty

Chaos i zło

Święta, to czas kiedy.... no właśnie, zazwyczaj wtedy dochodzi do mnie jak bardzo boję się Boga! I mimo tego, że moja wizja życia po śmierci, w piekle, jest bardzo jednoznaczna, to bardzo tęsknię za darem wiary w Boga i jego miłosierdzie. Tęsknię również za odkryciem choćby jednego swojego charyzmatu, bo ciężko tak żyć nie mając nic do zaoferowania światu! Chciałbym umieć pięknie pisać prozę lub wiersze, opowiadania lub teksty piosenek. Grać na jakimś instrumencie, być wytrawnym sportowcem lub umieć tworzyć muzykę. Jednak choroba zabrała mi możliwość zdobycia takiego wykształcenia o jakim marzyłem. Niektórzy twierdzą, że to nie wrażliwa dusza mnie charakteryzuje, tylko skupianie się na sobie, błędnie określana przeze mnie wrażliwością. Jednak ciężko się żyje mając świadomość, że jest się nikomu nie potrzebnym! Jest mi smutno! Nie wiem czy, i jak bardzo się okłamuję wmawiając sobie, że życie świata wciąż musi trwać, nawet wtedy, gdy nasze osobiste życie stoi w miejscu. Nawet wtedy kiedy...

...nawet na lepsze

Dlaczego jest tak, że smutek i samotność są naszymi największymi i najwierniejszymi kompanami? Czy jest to wpisane już na stałe w kod naszej choroby? W DNA naszego największego wroga? Często zastanawiam się nad korzyściami płynącymi z tego "małżeństwa". Tak korzyściami, i nie ma tutaj żadnego przekłamania. Pytanie to, urodziło się na dobre, kiedy usłyszałem pewną historię z kamieniem. Dużym, wprawdzie umytym, ale wciąż posiadającym swój ciężar. Kiedy dostał się on w ręce osoby cierpiącej, z pytaniem czy oddała by to co najbardziej jej przeszkadza i co powoduje smutek i cierpienie, to okazało się, że nie jest się wcale tak łatwo z tym rozstać! Na swój sposób jest to piękna opowieść i doświadczenie czegoś tak nieuchwytnego, jak przywiązanie się do swoich, choćby nie wiem jak bardzo niewygodnych doznań. To z kolei karze nam postawić taki wniosek, że muszą z takiego stanu rzeczy płynąć jakieś profity! Tylko jakie? I tu przychodzi nam z pomocą, pewna stara prawda, że ludzie ogólni...

Konfrontacja ze śmiercią

Nie cierpię pogrzebów! Przyprawiają mnie o dreszcze. Mówiąc, że nie wiem dlaczego, skłamał bym. Myślę, że w znacznym stopniu przyczynia się do tego moja wizja tego, co dzieje się z nami po śmierci. A ponieważ nie widzę dla siebie innej konsekwencji dla mojego "wiecznego życia" niż piekło, tak więc zrozumiałe staje się to, że tak strasznie boję się śmierci. I niestety każdy pogrzeb, nie ważne czy widziany na żywo, czy w telewizji, powoduje u mnie erupcję smutku jak również ogromnego lęku i strachu. Każda taka konfrontacja ze śmiercią, wyświetla w mojej głowie apokaliptyczną wizję mojego życia i tego co czeka mnie po śmierci. Wszechobecny smród siarki, ognie piekielne a a nawet tortury zadawane przez czarci pomiot nie powoduj u mnie takiego lęku jak to, że będę w tym wszystkim strasznie samotny, będę pozostawiony sam sobie, a wszystko to będzie to trwało już WIECZNIE!!!!!!!!!! I NIGDY się już nie skończy. Rozumiecie, nie rok ani dwa! Nie wiek ani dwa! Nie tysiąc lat ani dwa tys...

Panta rhei

Droga A. piszę do Ciebie bo się boje! Boję się tak bardzo, że mam problem z opisaniem tego co czuję,  nawet prostymi słowami. Tak jak Ci wspominałem już wcześniej, mam wrażenie, że wciąż poruszam się  na rollercoasterze, na moim prywatnym rollercoasterze. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że porusza się on z zawrotną prędkością. Problem zaczyna się wtedy gdy pędzi on tylko w dół nie dając szans na odpoczynek, na choć by najmniejszą regenerację. Przecież nie ma takiej wysokości żeby móc lecieć cały czas w dół, ani takiej otchłani by móc cały czas spadać. Chyba, że spada się do piekła!!!  Minęło ledwie kilkanaście godzin od pikowania na mojej osobistej kolejce górskiej a mój stan pomału wraca do względnej stabilizacji. Ledwie kilkanaście godzin, kiedy to zbliżyłem się niebezpiecznie blisko do przekroczenia tej cienkiej czerwonej linii, a ja już mam taką pustkę w głowie jak spadał bym z wysokości kilkuset metrów niebezpiecznie szybko nabierając prędkości.  ...

List

A. miałem pisać więc piszę. Jestem w strasznym dołku. Mój rollercoaster mknie w dół z zatrważającą prędkością. Wiesz coraz bardziej dochodzi do mnie, że (nawet boję się tego napisać) mój związek z M. chyli się ku upadkowi. Dzisiaj przy próbie powiedzenia jej co czuję w związku z kolejną krytyką skierowaną w moją stronę, zostałem zbombardowany, (zresztą jak zawsze w takich sytuacjach) ogromnym poczuciem winy. I choć strasznie opornie, to jednak przyszła mi do głowy myśl, że albo się rozejdziemy albo w niedługim już czasie popełnię jakąś głupotę. Piszę głupotę ale mam na myśli coś co pomoże mi przestać cierpieć, i nienawidzić siebie. Nie mam już siły nieść ciężaru jakim jest mój związek. Nie chcę obarczać całą wina tylko M. i pewnie nie jestem tu bez winy, ale nie potrafię nawet obronić swojego zdania, może jestem miękki, jednak poczucie winy jakim jestem obarczony powoduje, że moje życie staje się istnym koszmarem. Wiem, że się mnie wstydzi, oraz się mną brzydzi, i już dawno mnie już ni...

Głębokie koleiny

Co może czuć człowiek siedzący w fotelu i podziwiający widok, który rozprzestrzenia się przed nim. Widok na góry. Wydawać się może, że są takie majestatyczne, niedostępne i groźne. Jednak przyprószone śniegiem, oraz szadzią, która osadziła się na każdej, nawet na najmniejszej pojedynczej gałązce, sprawiają, że ich piękno może urzec. Jednak codzienność i rutyna w patrzeniu na otaczający nas świat sprawia, że nie potrafimy już dostrzec tego urzekającego nas arcydzieła przyrody. Rutyna zabiła w nas tą wrażliwość. Zamiast podziwiać i kontemplować to piękno, babramy się w przeszłości oraz lękach, które dewastują i brukają nawet te piękne wspomnienia. Sprawiają, że nasz świat staje się tyglem w którym miesza się lęk, strach, niepokój, samotność, smutek, odraza, zwątpienie, rozczarowanie, cierpienie, gniew, żal i złość. A ta złość, która jest kierowana personalnie na nas sprawia, że widok lustrze już dawno przestał nas satysfakcjonować. A często patrząc na to odbicie, chce się nam najzwyczajn...

Co czuje schizofrenik

Znowu, coraz częściej uciekam w przeszłość, do czasów z przed choroby. I niestety, nawet w takich momentach nie potrafię za bardzo przypomnieć sobie tych miłych chwil. Nie znaczy to, że ich nie było w cale, ale tylko tyle, że choroba przysłoniła je całunem nietykalności, cieniem milczenia i wręcz niemożliwym do zrozumienia zakazem wspomnień. Biorąc pod uwagę fakt, że choruję już ponad 30 lat to jest jak jest, nikt i nic tego nie zmieni. Jestem więc zakładnikiem własnej przeszłości. Chciałbym się jednak skupić nad tym, co zabrała mi choroba, i  dlaczego moje wspomnienia przeszłości, choć są smutne, to wydają mi się takie kuszące. Słowo klucz to samotność, której doświadczam teraz, a której nie zaznałem wcześniej. Kolejny, to zamkniecie w sobie, i choć nigdy nie byłem zbyt wylewny, to teraz zmieniłem się w mruka. Smutek, strach, lęk i niepokój, to uczucia, których zawsze było dużo, a których od czasu zachorowania jest tyle, że nie jestem w stanie sam sobie z nimi poradzić. Praktyczni...

Jakie Demony???

Boję się! Znowu ze zdwojoną siłą dopada mnie lęk, to on mnie nie opuszcza. Przez jakiś czas był uśpiony, a ja cieszyłem się względnym spokojem. Był to okres kiedy myślałem, że teraz doświadczam remisji. Niestety teraz wiem jak bardzo się myliłem! Czy naprawdę jestem skazany na wieczne odczuwanie tego permanentnego lęku i strachu, który bardzo powoli ale systematycznie mnie wykańcza. Strachu przed każdą nowo napoczętą godziną? Ten strach nie pozwala mi, a przynajmniej utrudnia realizowanie nawet najprostszych zadań. Jest to codzienna walka o przetrwanie, o przewalczenie natarczywych myśli o pozbawieniu siebie życia! Ta codzienna walka jest w stanie zabić. Jest jednak coś jeszcze, coś bardzo ważnego - bardzo boję się śmierci! Jest to sytuacja patowa, ponieważ w odebraniu sobie życia widzę rozwiązanie, i ucieczkę przed cierpieniem, którego piętno wypala we mnie lęk, strach i niepokój. Z drugiej jednak strony wizja piekła, gdzie w piekielnej samotności, ciemności, w oparach płonących ciał ...

Kilka słów!

I znowu nastał jeden z tych dni, które sprawiają, że czynię sobie mnóstwo wyrzutów, a głosy w mojej głowie huczą z niezrównaną wręcz mocą, całą kanonadą słów krytyki i oskarżeń. Co to za dzień? Otóż jutro, muszę się wstawić na kontrolną wizytę u mojego psychiatry, i tu znowu pojawia się ten sam problem co za zwyczaj. Co mam mu powiedzieć? Jak opisać mój stan, w którym się znajduję? Jak dać upust moim demonom, które sprawiają, że czuję się tak paskudnie? Kiedy lęk, strach i głębokie poczucie smutku bombardują mnie z siłą wodospadu. Boję się i martwię, czy zdołam wykorzystać ten czas, który będzie mi dany. Naprawdę nie wiem jak się to dzieje, że siedząc teraz przy komputerze, i mimo pustki w mojej głowie potrafię się przemóc i sklecić parę słów, na temat tego jak się czuję. Kiedy jednak przychodzi czas wizyty to dopada mnie albo pustka, albo taka galopada myśli, że nie mogę się na żadnej zatrzymać. Tak naprawdę jednak, to do opisania mojego samopoczucia wystarczyło by użyć kilku słów tak...

Dlaczego się waham?

Chaos i niepokój. Tak to stan mojego umysłu. Jest to o tyle zastanawiające, ponieważ ogarnia mnie dzisiaj przeogromna pustka, która okryła moją głowę całunem nieprzenikalności. Klucze, kto je zabrał? Kto zabrał klucze do mojego spokoju? Jak mam teraz zamknąć mój, tak pilnie strzeżony sekret, strachu, lęku i niepokoju? Jak mam się przestać bać, kiedy przez drzwi mojego wnętrza hula wiatr przynoszący jedynie cierpienie? Potrzebuję pilnie rozwiązania.  Zastanawiam się więc nad znalezieniem przyczyny lub powodu dlaczego wszystkiego się boję. Dlaczego jest we mnie tyle niepokoju, strachu i lęku.  Dlaczego boję się wyjawić nawet przed sobą, swoich, tak pilnie strzeżonych sekretów?  Dlaczego wciąż czuje się jak obcy lub gość w swoim domu? Mimo iż myśli przychodzą mi z wielkim trudem to przyszła mi do głowy być może ciekawa  refleksja. Może  jest tak, że te złe emocje, mój strach, który odczuwam wręcz permanentnie przykrywa moją złość? Jeżeli tak, to jest złości głównie...