Konfrontacja ze śmiercią

Nie cierpię pogrzebów! Przyprawiają mnie o dreszcze. Mówiąc, że nie wiem dlaczego, skłamał bym. Myślę, że w znacznym stopniu przyczynia się do tego moja wizja tego, co dzieje się z nami po śmierci. A ponieważ nie widzę dla siebie innej konsekwencji dla mojego "wiecznego życia" niż piekło, tak więc zrozumiałe staje się to, że tak strasznie boję się śmierci. I niestety każdy pogrzeb, nie ważne czy widziany na żywo, czy w telewizji, powoduje u mnie erupcję smutku jak również ogromnego lęku i strachu. Każda taka konfrontacja ze śmiercią, wyświetla w mojej głowie apokaliptyczną wizję mojego życia i tego co czeka mnie po śmierci. Wszechobecny smród siarki, ognie piekielne a a nawet tortury zadawane przez czarci pomiot nie powoduj u mnie takiego lęku jak to, że będę w tym wszystkim strasznie samotny, będę pozostawiony sam sobie, a wszystko to będzie to trwało już WIECZNIE!!!!!!!!!! I NIGDY się już nie skończy. Rozumiecie, nie rok ani dwa! Nie wiek ani dwa! Nie tysiąc lat ani dwa tysiące! Ta samotność pustka, chłód, i piekielna ciemność stanie się już na zawsze moim domem!!! Myślę, że to wszystko powoduje, że również tak niechętnie odwiedzam rodziców. Każda wizyta powoduje, że przypomina mi o upływie czasu, przemijaniu i o nieuchronnej konfrontacji ze śmiercią, ze śmiercią, której tak bardzo się boję. Zastanawiające jest jednakże to, dlaczego, mimo tak strasznej wizji piekła jaką w sobie noszę, tak często rozwiązanie dla mojego smutku, lęku, strachu i samotności widzę właśnie w samob****wie!? Zastanawiam się jak wielki musi być mój lęk i strach? Jak bardzo muszę się czuć samotny, że nawet tak straszna wizja piekła nie jest w stanie uchronić mnie przed myślami samob***mi?! Czy jest to w ogóle możliwe żeby głosy które słyszę w głowie przestały mnie namawiać do odebrania sobie życia? No tak na wyjaśnienie zasługuje jeszcze jeden fakt, a mianowicie to, że większość moich myśli samob***czych jest wynikiem głosów, które bardzo często mają charakter imperatywny i namawiają mnie, a czasami wręcz nakazują mi targnąć się na swoje życie. Tak, i znowu te głosy. Jednak pytanie brzmi, czy można  wszystko zwalić na głosy w głowie??? Czy aby nie jest to czasami wygodne wytłumaczenie sobie rezygnacyjnego kroku, żeby uciec od siebie, chociaż na chwilę, i mieć choćby złudne wrażenie, że mamy kontrolę nad tym co się z nami dzieje? 

Komentarze