Kilka słów!
I znowu nastał jeden z tych dni, które sprawiają, że czynię sobie mnóstwo wyrzutów, a głosy w mojej głowie huczą z niezrównaną wręcz mocą, całą kanonadą słów krytyki i oskarżeń. Co to za dzień? Otóż jutro, muszę się wstawić na kontrolną wizytę u mojego psychiatry, i tu znowu pojawia się ten sam problem co za zwyczaj. Co mam mu powiedzieć? Jak opisać mój stan, w którym się znajduję? Jak dać upust moim demonom, które sprawiają, że czuję się tak paskudnie? Kiedy lęk, strach i głębokie poczucie smutku bombardują mnie z siłą wodospadu. Boję się i martwię, czy zdołam wykorzystać ten czas, który będzie mi dany. Naprawdę nie wiem jak się to dzieje, że siedząc teraz przy komputerze, i mimo pustki w mojej głowie potrafię się przemóc i sklecić parę słów, na temat tego jak się czuję. Kiedy jednak przychodzi czas wizyty to dopada mnie albo pustka, albo taka galopada myśli, że nie mogę się na żadnej zatrzymać. Tak naprawdę jednak, to do opisania mojego samopoczucia wystarczyło by użyć kilku słów takich jak: smutek, samotność, strach., lęk, niepokój uczucie zagrożenia. Boże jak one dają mi popalić! Jednak mój stan opisany w sposób tak lakoniczny, nie wiele może mi pomóc, i wykorzystać czas spędzony w gabinecie. Najchętniej spisałbym sobie wszystko na kartce i potem to z niej odczytał. Boją się jednak, że mógłbym zostać odebrany jako "skręt" albo hipochondryk. Mam jednak jedno pytanie, które ciśnie mi się na usta! Czy jest możliwe żeby "skręt", hipochondryk albo co gorsza symulant, mógłby na co dzień walczyć z prawdziwymi głosami, strachem i lękiem, które odczuwa jako zagrożenie życia? Do tego dochodzi okresowo cała masa urojeń i halucynacji wzrokowych. I jeszcze jedna rzecz, natarczywe myśli o pozbawieniu siebie życia! Co mam zrobić? Jak sobie pomóc?
Ta codzienna walka i poczucie winy jest w stanie zabić!!!
Komentarze
Prześlij komentarz