...nawet na lepsze

Dlaczego jest tak, że smutek i samotność są naszymi największymi i najwierniejszymi kompanami? Czy jest to wpisane już na stałe w kod naszej choroby? W DNA naszego największego wroga? Często zastanawiam się nad korzyściami płynącymi z tego "małżeństwa". Tak korzyściami, i nie ma tutaj żadnego przekłamania. Pytanie to, urodziło się na dobre, kiedy usłyszałem pewną historię z kamieniem. Dużym, wprawdzie umytym, ale wciąż posiadającym swój ciężar. Kiedy dostał się on w ręce osoby cierpiącej, z pytaniem czy oddała by to co najbardziej jej przeszkadza i co powoduje smutek i cierpienie, to okazało się, że nie jest się wcale tak łatwo z tym rozstać! Na swój sposób jest to piękna opowieść i doświadczenie czegoś tak nieuchwytnego, jak przywiązanie się do swoich, choćby nie wiem jak bardzo niewygodnych doznań. To z kolei karze nam postawić taki wniosek, że muszą z takiego stanu rzeczy płynąć jakieś profity! Tylko jakie? I tu przychodzi nam z pomocą, pewna stara prawda, że ludzie ogólnie bardzo boją się zmian, nawet tych na lepsze! Jeżeli na przykład zapytamy osobę dotkniętą kryzysem bezdomności ale uzależnioną od alkoholu lub narkotyków, czy chciała by zmienić swoje życie, wyrwać się z tego bagna w którym się znalazła, to w pierwszym momencie zapewne powie, tak. I cóż z tego, gdyż, jeżeli pozna koszty takiej metamorfozy, to okaże się, że woli jednak swoje bagno w którym wie już jak się poruszać, niż zmianę, zmianę nawet na lepsze w tym już obcym dla siebie świecie! Musieli by porzucić priorytety, które do tej pory utrzymywały ich na powierzchni tego stęchłego rozlewiska. Tak więc jakich korzyści doświadczamy? Czy nie jest to aby materiał do samobiczowania? Użalania się nad sobą? Pewnie nie zawsze, ale jednak. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna korzyść. Mianowicie kiedy się już poddamy temu wszechobecnemu smutkowi i samotności, to rodzi się nam w głowie myśl, że i tak nie mamy już nic do stracenia! Nie ma już potrzeby żeby dbać o innych, o siebie, o rzeczy materialne i o te duchowe. Nie mamy już przecież nic do stracenia, jesteśmy samotni a smutek, który nas toczy usprawiedliwia naszą decyzją o samob***wie!!!
Są to tylko teoretyczne dywagacje, bo co się stanie gdy dołączą się do tego głosy, szczególnie te o charakterze imperatywnym, myśli ksobne, lęk, strach i uczucie beznadziei i bezsensowności???

Komentarze