Anioły istnieją naprawdę!!!

Większości osób wydaje się, że to szczęście uratowało ich przed jakąś tragedią, czy błędem, a ja wam mówię, że to opatrzność, zasługa Boga. Mimo, że na pozór wygląda to na zupełny przypadek, zbieg okoliczności czy zrządzenie losu. Ja jednak uważam i wierzę, że jest inaczej. I nie jest to opinia wygłaszana przez ortodoksyjnego katolika, chodzącego do kościoła siedem razy w tygodniu, prawicowca, który jest przyrośnięty do kościoła tylko dla zaspakajania potrzeb swojego elektoratu, bo nie przypuszczam, że tak na prawdę tego potrzebuje, chce, czy dzięki temu staje się lepszym człowiekiem. Uważam, że to moje twierdzenie jest w stu procentach prawdziwe mimo iż część osób zarzuciło by mi jakąś niekonsekwencję tylko dlatego, że ja właśnie nie chodzę do kościoła. Przecież to jakiś absurd! Ja jednak wierzę, że Anioły istnieją naprawdę!!! Możecie mówić co chcecie, ale to właśnie one uratowały mnie, i przywróciły do życia po czterech próbach samob**czych, które mimo usilnych moich starań, pozostały tylko próbami. Prawda, że za każdym razem wyglądało to inaczej, raz zabłąkany telefon, raz niezapowiedziana wizyta znajomych, patrol policji a innym znów razem, cóż już nie pamiętam. Patrząc jednak w przeszłość muszę przyznać, że choć bardzo bałem się śmierci to jednak naprawdę chciałem umrzeć. Widziałem w tym jedyne rozwiązani dla moich wszystkich problemów, uwolnienia się od siebie, od opinii na swój temat, głosów, lęku i strachu, które w tamtym czasie były ogromne. Lecz próby samob**cze, to nie jedyne "zdarzenia", które utwierdziły mnie w przekonaniu, że moje Anioły naprawdę istnieją!!! Było ich naprawdę mnóstwo, począwszy od zdarzeń na drodze po niebezpieczne zażywanie substancji psychoaktywnych i łączenie ich z alkoholem. I choć otwarło to moją osobistą Puszkę Pandory, to chyba, mimo wszystko nie żałuję (być może dlatego, że były nieudane). Jest to ocena na chłodno, skorygowana przez upływ czasu, i choć prawdą jest, że cały czas nie mogę potrzeć w lustro na swoje odbicie, bo napawa mnie ono w dalszym ciągu obrzydzeniem i wstrętem, to mam taką nadzieję,  że wiara i miłość Boga działa wprost proporcjonalnie do stopnia odrazy jaką nosimy w sercu do swojej osoby! A przynajmniej tak mi się wydaje. I nie chodzi tu o wiarę, którą można się afiszować, chwalić i obnosić. Myślę, że nawet jeżeli nie chodzimy do kościoła, mamy słabość do różnie pojętego grzechu i nie wierzymy w opatrzność Bożą, lub interpretujemy ją inaczej, nazywamy na przykład Siłą Wyższą, to musimy uwierzyć, że Anioły istnieją naprawdę!!!

Komentarze