Plugawe ochłapy

Czuje się tak, jakby to czarny śnieg pokrył pachnącą stęchlizną swoje zmrożone ciepłem płatki. Pióra, pełno czarnych ciężkich jak puch piór atakuje zdrowy rozsądek. Wisząca tępo na klepisku świadomość zostania samemu, przytłacza w pod rozwiane chmury smutek i chęć wyzbycia się swojego JA! Złowrogie, ciągle milczące i otwarte na wnętrze, nieopisane zagrożenie pozbycia się siebie, odbija się ciężkim piętnem noszonego na skrzydłach szaleńca. Chęć wskrzeszenia w sobie odrobiny wiary w lepsze jutro, sprawia, że jak płomień kaganka kończący swoje życie w ostatniej kropli oliwy, to ja popadam w melancholię. To zdaje się jest jak wojna z samym sobą. Próbuję zdobywać coraz to nowsze rozdziały wglądu w siebie, a dostaję za to nic nie znaczące ochłapy brudnego, plugawego życia. Wydaje mi się, że jedynie mój osobisty Jezus, jako jedyny nie zwątpił jeszcze we mnie, mimo, że dostarczam mu całe mnóstwo powodów! Niestety nie zmienia to jednak faktu, że na tą wojnę wyruszyłem sam, sam jestem zmuszony walczyć, i sam ją przegram! Nie pomorze mi żaden cud, choć bym nawet mógł użyć pierścienia Arabeli. Aktualnie moje życie wygląda jak znoszona para butów, która została nadgryziona zębem czasu. Jak płaszcz, który przestał już chronić przed chłodem dnia w coraz ciemniejszą noc. Chociaż gorączkowo poszukuję przyjaznej myśli, która pozwoli mi wyłączyć mój chorobliwy lęk i niepokój, wciąż trafiam na mór strachu przed życiem, a co jest zdecydowanie gorsze, na lęk przed śmiercią.  Dlaczego nie wierzę w siebie i nie ufam sobie. Co sprawia, że ciągle i ciągle, tak zupełnie bez żadnej przerwy, wciąż zastanawiam się jak przeżyć kolejny dzień. Nie jest też żadną tajemnicą, że chociaż brodzę po pas w brei zakłamanego, fałszywego i  do cna zepsutego świata a co z tym idzie i mojego życia, to wciąż mi się wydaje, że w innej rzeczywistości zupełnie bym się nie odnalazł. Czy to jest dobre? Czy usprawiedliwia moje postępowanie? Te dwa pytania wciąż nie dają mi spokoju! Przygniatają mnie potężnym ciężarem poczuciem winy i  rachunku sumienia. 

Komentarze