Przez 6,5 roku
Parszywy czas, mijał tak jakby zakochał się w sprawianiu mi bólu i potęgowaniu mojego lęku i niepokoju. Sprawiał, że uczucie samotności oraz strachu jakiego doświadczałem w tamtym okresie, było zaczerpnięte z dobrego horroru! Ale wracając. Oby dwie diagnozy wykluwały się w wielkim trudzie. Zanim stwierdzono, że występują u mnie Schizofrenia i choroba afektywna dwubiegunowa typ Depresyjny, ledwo przeżyłem ten okres. Faszerowano mnie różnymi lekami, które wywoływały u mnie chyba wszystkie z możliwych, skutków ubocznych. Mimo, że leków było coraz więcej i więcej, to i tak "doczekałem" się pięciu prób samob****ych!!! Pamiętam gdy pierwszy raz wylądowałem w psychiatryku, oczywiście na oddziale "Ostrym", to to co mnie tam uderzyło to ogrom ludzi "chodzących po ścianach", krzyczących, przymulonych a jednocześnie agresywnych, nie świadomych co się z nimi dzieje, gdzie są, z otwartymi ustami z, których w ilościach wręcz nie możliwych ściekała ślina. Była też ogromna, ziejąca z oczów wszystkich pacjentów, rezygnacja, smutek, i poddanie się systemowi. Były oczywiście leki, i całe godziny leżenia w łóżku, lub nie możliwe do opanowania chodzenie po oddziale nie mogąc się zatrzymać. Była też straszna złość na siebie i na wszystkich innych, którzy mieli swój wkład do zamknięcia mnie w tym miejscu. Były również setki (i to dosłownie) setki wypalanych dziennie papierosów. Było też słynące ze złej sławy (i słusznie) zapinanie w pasy. Miało to niby służyć do zabezpieczenia pacjenta przed samym sobą, oraz ochronić innych pacjentów. Lecz czasami był to stosowane żeby personel mógł odpocząć i mieć chwilę spokoju od bardzo pobudzonego chorego. Pamiętam, kiedy to pierwszy raz zapięto mnie w pasy, to zamiast poprawy doznałem strasznego ataku paniki! Nie mogłem się opanować. Nie mogłem się ruszyć, ani uciec ze swojego ciała. To było straszne! Pamiętam, jak bardzo czułem się zagrożony! I tak bardzo się bałem. Lęk ten był niemożliwy do opanowania! Towarzyszył mi podczas każdego pobytu w szpitalu. Bałem się o siebie, ale również zacząłem bać się siebie. Nie mogę kontrolować moich myśli, które biegną przez moją głowę w zawrotnym tempie tysięcy koni mechanicznych. Boże jak ja się wtedy bardzo bałem!!! Nie będę pisał jak tam wyglądał każdy dzień, tydzień, miesiąc czy rok. Tak, rok, ponieważ mój najdłuższy pobyt w szpitalu trwał 19 miesięcy!!!!!!!! Naprawdę nie wiem jak ja to przeżyłem??!!! Problem tkwił w tym, że każdy nawet krótki pobyt, nie mówiąc już o tym 19 miesięcznym był dla mnie wielką traumą. I tak grzebałem powoli, lecz z zegarmistrzowską precyzją moją przyszłość. Nie pamiętam dokładnie, ile razy byłem w psychiatryku, ale musiało to być około 20 razy!!!.Dwadzieścia razy musiałem zmagać się z tym wszystkim co się tam działo, i co najważniejsze z pozbawieniem wolności! Tak w ciągu tych 20-stu hospitalizacji byłem pozbawiony możliwości decydowania o sobie prze 6,5 roku
Komentarze
Prześlij komentarz