Piętno!!!

Mówią, że szaleństwem jest wykonywanie cały czas tych samych rzeczy i oczekiwanie innych rezultatów. To prawda, ale moją uwagę zaprząta coś innego, dużo bardziej dla mnie ważnego. Świadomość, że zauważam u siebie subtelne zmiany w funkcjonowaniu. Moje zachowanie staje się coraz bardziej chaotyczne i irracjonalne. Alienuję się, coraz bardziej uciekam od ludzi, coraz częściej jestem smutny i wycofany. Lęk, który przychodzi znienacka potrafi zawładnąć mną do tego stopnia, że staje się kłębkiem nerwów.  Prześladują mnie również gwałtowne zmiany nastroju, głównie ze wskazaniem na depresyjne. Coraz gorzej śpię. Wprawdzie zasypiam bez większych problemów ponieważ leki, które biorę po dwóch godzinach po zażyciu, po prostu mnie odcinają. Niestety nie trwa to długo, bo budzę się około 4 rano. Moje myśli coraz częściej zaprzątają wizje jakich doświadczam, i jakim jestem codziennie poddawany. Nie są to wizje przyjemne, są wręcz straszne,  Nie potrafię jednak się ich pozbyć! Tak bardzo są we mnie! Wszystko to może świadczyć o nawrocie choroby! Objawy można by powiedzieć, że są po prostu książkowe. To co mi przeszkadza to są również urojenia ksobne. Są one na tyle męczące, że mam wrażenie, że ludzie śmieją się ze mnie, obgadują. Przeszkadza mi to, że mimo iż tego nie chcę często staję w środku "koła zainteresowania". Na pewno mieliście nie jednokrotnie wrażenie, że nie które  posty w Internecie, czy informacje w telewizji są skierowane właśnie do was, mówią o was,  i mają na celu straszenie, lub  budowaniu olbrzymiego poczucia lęku. Każda godzina w domu, czy wyjście z niego budzi w nas uczucie bycia obserwowanym. Każdy żart, urywek rozmowy, czy nawet niewinne spojrzenie jest kierowane pod waszym adresem i ma na celu zdyskredytowanie i obalenie poczucia jasności myślenia, oraz kontaktu z rzeczywistością. Coraz częściej zauważam u siebie słabe (przynajmniej jeszcze) głosy, które nagminnie i z coraz większą mocą namawiają mnie do samobó****wa. 
Czy jestem szalony??? Bo tak bardzo boję się żyć, że oddał bym duszę Diabłu żeby pozbyć się lęku, strachu i strasznego cierpienia jakiemu jestem codzienni poddawany. Wiem, nie pomoże mi w tym żaden terapeuta, psycholog, żadna terapia grupowa, czy indywidualna, żadne leki, alkohol, czy inne używki. Jest to, i cały czas będzie głęboko we mnie. Nigdy nie uda mi się tego pozbyć, nigdy mnie to nie opuści, ponieważ jest to wpisane głęboko w mnie! Jest to wyryte jak najgorsze piętno głęboko w mojej duszy.

Jak długo jeszcze będę zmuszony uciekać od siebie. Ukrywać się przed samym sobą? 

Komentarze