Kryzys
Chciałbym napisać coś o poczuciu winy. O moim poczuciu winy. O poczuciu winy, które staje się dla mnie niemal wyrokiem, i kładzie się wielkim cieniem na moim życiu. Sprawia, że moje życie boli mnie jak wrzód na dupie. Wrzód, którego nie ma jak wycisnąć, ponieważ zawsze znajduje się w tyle, obojętnie jak się nie odwrócimy. U mnie w życiu jest niemal identycznie, i nie ważne jest jak bardzo zdaję sobie z tego sprawę. Strach przed......, no właśnie przed czym, czy przed odrzuceniem? Porzuceniem? Zranieniem? A może po prostu tak bardzo boję się konfrontacji z moimi prześladowcami? Nie wiem wprawdzie czy prześladowca to dobre określenie, ale jak inaczej nazwać kogoś, kto tak bardzo miesza w twojej głowie? Kto sprawia, że tak często nie chce ci się żyć! Nie chce ci się nieść tego balastu przez kolejne bezsenne noce, i "zadżumione" dni, kiedy to niewyspanie i leki, przejmują kontrolę nad tobą i twoim zachowaniem. Nad tobą i twoim życiem! To wszystko sprawia, że jestem w nie dużym, nie w wielkim, a w ogromnym kryzysie psychicznym. Moje poczucie winy "zarządza" całym moim życiem! Zarządza więc także moim stanem psychicznym. Zarządza moim napięciem, tym, że moja przeszłość jak i przyszłość okrywa całun niepewności lęku, niesamowitego napięcia i rezygnacji. I ta wielka obawa przed porzuceniem. Może stąd bierze się moje przekonanie, że łatwiej jest uciec, niż zostać porzuconym. Mam świadomość, że samobój**wo jest ostateczną formą ucieczki. Jednak pozwoli mi na ukojenie moich złych doświadczeń z życiem. Wiem, że często w swoich postach piszę o samobój**wie, ale dlatego, że równie często przewija się ono jako ukojenie mojego wewnętrznego bólu, lęku, niepokoju i strachu. Pozwoliło by ono na ucieczkę przed głosami, które znów słyszę coraz częściej. Do tego dochodzi brak zrozumienia ze strony moich bliskich, co wywołuje u mnie ogromną złość i poczucie, że zostaję sam z moją chorobą. Nie rozumieją przez co przechodzę, jak bardzo męczące są głosy, które oceniają, komentują, krytykują. Natrętne myśli, które dniem i nocą nie przestają cię bombardować wizjami apokaliptycznej przyszłości, pełnej strachu, cierpienia i bólu. Na odrzucenie głosów o charakterze imperatywnym, które wręcz karzą mi zakończyć tę nie równą walkę z życiem. I przeświadczenie, że się jest cały czas obmawianym, krytykowanym i wyśmiewanym przez ludzi. Boże nikt, nawet z moich bliskich nie wie ile energii potrzebuję żeby utrzymać siebie przy życiu.
A może po prostu zbyt się tym wszystkim przejmuję?
Komentarze
Prześlij komentarz