ostatnie liście

Biorę leki, chociaż tego nie lubię, a nie lubię ich dlatego, że przypominają mi o moim kalectwie. Przyjmuję je jednak, bo jak twierdzą lekarze to one podtrzymują mnie jeszcze przy życiu. Żyję więc, i staram cieszyć się każdym dniem, chociaż nie mam siły i mimo, że czuję się samotny. Wszyscy w koło powtarzają mi "ty musisz żyć", " ty musisz dbać", a ja w dalszym ciągu tak naprawdę nie wiem po co! W ogóle nie jestem co do tego przekonany. Nikt jednak nie potrafi mi powiedzieć jak długo jeszcze, ile czasu mi jeszcze zostało. Kiedy się ściemnia, tracę kontrolę nad moim życiem a przejmuje ją noc. Potrzebna mi jest godzina, tak jeszcze jedna godzina aż leki zrobią swoje, powieki zrobią się ciężkie i powoli zacznie zapadać mrok. Choć bym nie chciał, to ten nadchodzący świat i tak nie zabierze mnie ze sobą w długą podróż, podczas której nie będę się musiał bać. W której żaden nawet najmniejszy okruch mojego lęku nie popieści moich powiek. Ale nim zapadnie zmrok czekają mnie długie godziny, w czasie których będę czuł się samotnym,  a do tego  człowiekiem przegranym! Pełnym kompleksów i zachamowań. Moje "Ja" oraz moi najbliżsi wciąż oceniają mnie bardzo surowo, Krytycznie podchodzi do moich zdolności, umiejętności i możliwości. W związku, że trwa to już całe lata, to boję się do tego stopnia, że dorobiłem się strasznie wielkich obaw i lęków, które paraliżują mi całe moje życie. Strach, lęk, niepokój i przemożne napięcie, powoduje, że żyję na ciągłym "oriencie" . I myślę, że  między innymi to powoduje, że słyszę głosy, doświadczam myśli ksobnych, oraz myśli samo*****ch, z którymi walka staje się coraz to trudniejsza. Mam wrażenie, że wizje te stają się coraz bardziej realistyczne. A myśli te zajmuję lwią część mojego życia. Coraz to częściej przed jego popełnieniem powstrzymuje mnie wizja piekła!!! Doszło do tego, że boję się ludzi, i co najważniejsze nie lubię i nie szanuję siebie. Wiadomo tego rodzaju lęk generuje duże napięcie psychiczne jak również mięśniowe, niepokój, obawy o przyszłość jak również kłopoty ze snem. Objawów pewnie znaleźlibyśmy więcej, ale nie oto w tej chwili chodzi. Czuję jak  popołudniowy, chłodny wiatr wdziera się w moją głowę niszcząc ostatnie liście powstałych tam resztek zdrowego rozsądku. 

Komentarze